Cześć. Wczorajsza środa była całkiem udanym dniem. Byłam z dzieckiem u fryzjera, wizyta zaplanowana od kilku dni. Przy płaceniu czułam się jakoś dziwnie, bo nie dałam napiwku. To nie obowiązek, ale podobno wypada. Gdybym miała wolne środki pewnie bym i dała. Portfel świecił pustkami. Wypłata w piątek, lekko nie ma. Jedzenie bardzo skromne, ale jest. Do picia woda, dla dziecka jest na szczęście jeszcze sok. Wieczorem oglądamy seriale i po dniu. Wydałam pieniądze na fryzjera i na bułki. Czwartek - dzień dzisiejszy zapowiada się podobnie jak poprzedni ubogo.
Jak możecie przeczytać tak zwyczajnie wyglądają moje dni. Rzeczywistość jest taka, że czekam na piątek. Żyję z tygodnia na tydzień. Marzę o drobnych zakupach kosmetycznych, ale wiadomo są inne priorytety. Dajcie znać jak sobie radzicie i czy u was też daje się napiwek u fryzjera?
Do jutra. Dziękuję za komentarze.
Ja nigdy nie daje fryzjerowi napiwku .choć prawda jest też taka że rzadko bywam u fryzjera, ale jak już jestem to nigdy nie zostawiam napiwku. To praca jak każda inna. Za wykonanie swojej pracy fryzjer otrzymuje już pensje. Mi do pensji nikt nie dokłada napiwków. Dziwi mnie w ogóle to skąd się wziął zwyczaj dawania napiwków.
OdpowiedzUsuńW USA wszedzie gdzie idzisz daje sie napiwki :) Fryzjer,stacja benzynowa, restauracja, deliveries czasami nawet jak po ser czy wedline ide tz maja Jar z napisem TIPS :)
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o tym by dawać napiwek fryzjerowi ;-)
OdpowiedzUsuńNigdy nie daje napiwku ani u fryzjera ani w żadnym innym lokalu usługowym. Jest cennik i tego się trzymam. Pracowałam wiele lat w kwiaciarni i też nigdy nie otrzymywałam napiwków za bukiety.
OdpowiedzUsuńNie czuj się źle...masz to dajesz nie masz to nie - to nie jest obowiązek.
Ja nie zostawiam muszę przyznać, może z raz zostawiłam.
OdpowiedzUsuń